Rozluźnij się, potrafisz?

Usiądź wygodnie na twardej powierzchni. Może to być krzesło, albo możesz usiąść w siadzie skrzyżnym na podłodze, macie lub dywanie. Włóż piłkę, skarpetki lub ręcznik pod swoje dno miednicy, dokładnie pod Twoje krocze, pomiędzy guzami kulszowymi  – tymi kośćmi, na których siedzisz –  i oddychaj.
Spróbuj poczuć mięśnie, pod którymi leży piłeczka, i jeżeli chcesz – zacznij się delikatnie poruszać tułowiem, żeby zmienić docisk mięśni do piłeczki.
Siedź tak oddychając lub poruszając się nieco i czekaj uważnie na sygnały płynące z Twojego ciała. Każdy z nich zaakceptuj i przyjmij. (czytaj więcej)

Zawsze uważałam się za osobę, która ze sportem ma niewiele wspólnego. Trochę roweru, jazdy konnej, okazyjny basen i taniec na zadawalającym poziomie. Ale to wszystko. Nic grupowego, związanego z gonieniem piłki czy też rywalizowaniem z kimkolwiek.

I tak się stało, że moja ścieżka życiowa zaprowadziła mnie na studia związane nierozłącznie z ruchem. Fizjoterapia nauka z działu medycznych,a jednocześnie tak bliska wychowaniu fizycznemu.
Zastanawiałam się jak to się stało, że ja tam w ogóle trafiłam i jak ja sobie poradzę z tym całym bieganiem, koszykówką, siatkówką, siłownią i gimnastyką?

Poradziłam sobie bez problemu, bo jak się okazało szybkość, elastyczność i zręczność można wyćwiczyć. Wyćwiczyć bardzo szybko, gdy posiadamy świadomość ciała, potrafimy słuchać sygnałów z niego płynących i wiemy jak je interpretować. To zawsze było moją mocną stroną. Stąd też może moja pasja i pociąg w kierunku manualnej pracy. Z ciałem oczywiście, bo ciało rozumiem.

Podczas mojej pracy, mam wspaniałą okazję obcować z ludźmi, pracować z ich ciałem i obserwować jak z niego korzystają. I tu zasmuca mnie druzgoczący fakt. Tylko ok 10% osób, które spotkałam na swojej zawodowej ścieżce jest w kontakcie ze swoim ciałem. Reszta zaś, przeważająca reszta, wydaje się być zupełnie od niego odcięta. I tutaj można by dyskutować i opisywać społeczeństwo, świat, prędkość w jakiej żyjemy, tony stresu i niekończące się rywalizowanie ze wszystkimi i o wszystko.

Uczę się i każdego dnia czytam o tym, jak doskonale zostaliśmy stworzeni. Jak perfekcyjne są mechanizmy działające w naszym organizmie i jak doskonale potrafimy się do wszystkiego dostosowywać. Ciało nieustannie informuje nas o wszystkim, co się wewnątrz niego dzieje, a to my decydujemy co jest dla nas ważne, a co nie. Wielokrotne zbagatelizowanie sygnału lub brak reakcji na niego kwalifikują go do „pudełka” z sygnałami nieważnymi.

I tak właśnie nasze zobojętnienie prowadzi nas do rozdzielania siebie samych od naszych ciał. Gdy się rozdzielimy, to już nie wiemy, czy jest nam zimno, czy czas na zmianę pozycji przy biurku, czy może należy teraz zjeść albo po prostu pooddychać świeższym powietrzem. Zgadzamy się na wszystko, a nasze ciało sobie z tym radzi, lub przynajmniej próbuje sobie radzić do czasu, w którym się podda i będziemy potrzebować pomocy.

Jest to dla mnie niezwykły moment, bo właśnie wtedy poznaję znakomitą większość moich pacjentów. I mam przyjemność obserwować ich ciała i to, w jakim są z nimi kontakcie. Zaczynamy wspólną przygodę. Zazwyczaj już podczas pierwszej terapii pada moja prośba – rozluźnij się. Pacjent odpowiada – jestem rozluźniony – pozostając w maksymalnym napięciu.

Skoro nie potrafimy się położyć i świadomie rozluźnić naszych mięśni, to jak mamy rozluźniać się w sytuacjach trudniejszych np. podczas rozmowy z szefową?
A skoro rozluźnianie dużych, zewnętrznych grup mięśniowych przychodzi nam z takim trudem i nasz współczulny system nerwowy szaleje jak może to jak mamy znaleźć drogę do mniejszych i dawno zapomnianych grup mięśniowych?

I tutaj już zbliżam się do meritum. Jednym z moich pól zainteresowań są mięśnie dna miednicy; małe, głęboko schowane, nieuświadomione. Mięśnie o wielkiej sile, dużym potencjale i zniewalającym wpływie na całe nasze, zwłaszcza kobiece, ciało. Jak udało nam się stracić takie możliwości wpływu na staw biodrowy (endoproteza biodra to najczęściej wykonywany zabieg), kręgosłup (na który narzekają już prawie wszyscy) i funkcjonowanie całego układu moczowo- płciowego? Może przez naszą ignorancję, zagonienie i stres?

Powód nie jest ważny, ważne jest jak możesz wrócić do kontaktu z własnym ciałem i uniknąć wielu nieprzyjemnych komplikacji.

Pierwsza myśl, która mi się nasuwa to – ROZLUŹNIENIE. Duża część dysfunkcji i problemów takich jak nietrzymanie moczu, brak przyjemności ze współżycia, a nawet bolesne miesiączkowania wynikają ze zbyt dużego napięcia w mięśniach dna miednicy (60-90 % w zależności od źródła). Znam sposób, bardzo prosty, który pomoże w rozluźnieniu przepony moczowo-płciowej. Najłatwiejszy z nich to swego rodzaju automasaż. Spróbuj znaleźć dla siebie ciche miejsce i wygodne spodnie (najlepiej bez wyraźnie zaznaczających się szwów). Zdobądź też małą piłeczkę z gąbki, zwinięte skarpetki, czy też poskładany ręczniczek.

Usiądź wygodnie na twardej powierzchni (może to być krzesło, albo możesz siąść w siedzie skrzyżnym na podłodze, macie lub dywanie). Włóż piłkę/skarpetki/ręcznik pod swoje dno miednicy, dokładnie pod Twoje krocze, pomiędzy guzami kulszowymi (tymi kośćmi, na których siedzisz) i oddychaj.
Spróbuj poczuć mięśnie, pod którymi leży piłeczka, i jeżeli chcesz – zacznij się delikatnie poruszać tułowiem, żeby zmienić docisk mięśni do piłeczki.
Siedź tak oddychając lub poruszając się nieco i czekaj uważnie na sygnały płynące z Twojego ciała. Każdy z nich zaakceptuj i przyjmij.

Daj sobie czas i praktykuj codziennie, nawet tylko przez 5 min, bo każda praktyka zbliża Cię do kontaktu z wyjątkową częścią Twojego ciała. Kontakt z kolei pozwala na świadome ćwiczenia.
Nie czekaj i spróbuj już dziś. A kolejne propozycje pokażę Ci już niebawem.
Do zobaczenia na UWALNIANIU KOBIECOŚCI!
Ania Suchińska

Skomentuj wpis jako pierwszy!