O pięknie

Do napisania tego postu zainspirowała mnie Agata Dutkowskia z Latającej Szkoły dla Kobiet.

Piękno jest tematem tabu. Nie lubimy ładnych kobiet. Zazdrościmy im i jednocześnie ciągle robimy dużo, żeby się pięknie poczuć. I nie ma w tym nic złego.
Ale też dyskredytujemy kobiety piękne: że piękno nie może iść w parze z mądrością; że jak ładna, to na pewno głupia, itd. Że ważniejsze jest piękno wewnętrzne od zewnętrznego. Na pewno znasz takie stereotypy. Podzielę się kilkoma refleksjami.

Pierwsza jest sprzed kilku lat; kiedy odkrywałam kobiecość i właśnie rodziło się we mnie takie poczucie, że chcę być piękna i się podobać. Wyjeżdżałam zagranicę i patrzyłam jak kobiety się noszą, jak wyglądają. I z przykrością obserwowałam, że w Polsce (mimo, że młode Polki są dość dobrze ubrane i całkiem zadbane) kobiety po okresie młodzieńczej koncentracji na piękności przestają o siebie dbać; z braku czasu, kasy, możliwości. Pomyślałam, że chciałabym widzieć, że kobiety w Polsce o siebie dbają.
Uwielbiam patrzeć na piękne kobiety w średnim wieku i za każdym razem, kiedy widzę jakąś piękność, marzę, żeby “w jej wieku” wyglądać podobnie. Chodzi mi o zadbanie o siebie.

Druga refleksja jest sprzed sprzed około 1-1,5 roku, kiedy zaczął we mnie narastać bunt wobec tego niemego wymogu społeczeństw, aby kobiety były piękne i się upiększały; jesteśmy obwarowane normami, których spełnianie jest po pierwsze czaso-, a po drugie kaso-chłonne. I te wszystkie hasła: upiększ się za pomocą X,Y,Z kosmetyku. I sugerowanie, że bez makijażu i tych wszystkich kosmetyków piękne nie będziemy. Bo przecież naturalne piękne nie jesteśmy. I jeśli masz teraz ochotę zareagować „bzdura”, to bardzo się cieszę!

Ale przypomnę tylko burzę jaką wywołała Alicia Keys pojawiając się publicznie na jakiejś ważnej uroczystości bez makijażu. Kilka osób poczuło się podobno osobiście obrażonych.

Potrafię sobie zrobić piękny makijaż samodzielnie. Nauczyłam się tego. I pamiętam, jak moja makijażystka Kasia powiedziała: “Aniu, makijaż to kreacja. Zawsze.” I z dużą przyjemnością tworzyłam sobie te kreacje. Zabierało mi to mnóstwo czasu, ale dawało sporo przyjemności. Aż do momentu, kiedy zaczęłam to kwestionować. No bo niby dlaczego kobiety muszą się “upiększać” i poprawiać urodę, a mężczyźni nie? Nierówność na całego.

I patrzyłam wtedy na kobiety buntowniczki, które demaskują makijaż jako narzędzie opresji wobec kobiet. Jest taki piękny filmik z TEDa z Australii o dziennikarce, która demaskuje i demakijażuje się publicznie. Niestety nie umiem go znaleźć, choć już kilka razy próbowałam. I wtedy postanowiłam: chcę być piękna BEZ makijażu. Po prostu “saute”. Zdrowa, wyspana, zadbana, bez makijażu. Bez tony kosmetyków z mnóstwem szkodliwych substancji. I tak “saute” chodziłam dość długo. Czasem czułam się z tym bardziej, czasem mniej komfortowo, ale eksperymentowałam. Z normami, z wymogami współczesnego społeczeństwa wobec kobiet i z tym, jak bardzo je miałam zinternalizowane.
Aż do momentu, w którym miła pani w sklepie na lotnisku zaproponowała mi wypróbowanie nowego tuszu. Pomalowała mi rzęsy i zobaczyłam swoje oczy na nowo. Z delikatną pomadką na ustach. Ach, zakochałam się ponownie w tej kreacji i znów postanowiłam, że chcę być piękna – podrasować swoje naturalne piękno. Świadomie. Nie dlatego, że muszę to zrobić, bo nie mogę się pokazać ludziom bez makijażu, bo mi “oczu nie będzie widać”…
Mężczyznom jakoś zawsze oczy widać i nie potrzebują do tego maskary, cieni i kredek…
Ale dlatego, że czerpię ogromną przyjemność z tego, że czuję się pięknie i wiem, że tak wyglądam.

I trzecia refleksja sprzed około pół roku. Kiedy opowiadałam o projekcie Uwolnij Kobiecość znajomej coach na warsztatach, gdzie obydwie byłyśmy uczestniczkami, i zastanawiałyśmy się jak ten projekt rozhulać, po chwili rozmowy ku mojemu bezgranicznemu zdumieniu usłyszałam: “Jesteś na to za ładna”…

Nie, żebym uważała się za jakąś wielką piękność. A w swojej pracy koncentrowała na wydobywaniu urody z kobiet i przez to wydawała się niewiarygodna. Wcale się za piękność nie uważam. I wobec takiej sugestii bycia niewiarygodną w moich poczynaniach zaczęłam udowadniać, że przecież wcale taka piękna nie jestem i w istocie mam wiele mankamentów urody, wobec czego za piękną mnie uznać nie można… Teraz wydaje mi się to wprost absurdalne. Ale to zupełnie prawdziwa sytuacja.

Drogie Panie, czy naprawdę musimy oceniać się w kategoriach piękna? I oceniać swoje postępowanie zawodowe poprzez pryzmat urody?

Osobiście uwielbiam patrzeć na piękne kobiety. Czasem z zazdrością, nigdy z zawiścią, zawsze z podziwem. Uwielbiam patrzeć na to, co jest w nich ładne. A ładne dla każdego oznacza co innego. Sprawia mi to po prostu przyjemność.

Nie oceniajmy się. Bądźmy piękne dla siebie. Po prostu. Żeby świat był ładniejszy. Przecież lubimy stwarzać piękno dookoła. Kto z nas nie chce mieć ładnego domu, ładnego ubrania, logo czy strony internetowej?
Skończymy z uwłaczającym kobietom stereotypem, że jak ładna, to na pewno głupia.
I odwrotnie, że jak mądra, to nie wypada się jej zajmować takim przyziemnym tematem jak wygląd.

Bądźmy dla siebie dobre. Świat będzie od tego lepszy.

A post Agaty Dutkowskiej możesz przeczytać tutaj.

Skomentuj wpis jako pierwszy!