kobiecość świadoma

Pamiętasz, kiedy po raz pierwszy świadomie poczułaś się kobietą?

Pierwsza miesiączka? Pierwszy seks? Pierwsza ciąża?

Jeśli przyszedł Ci do głowy któryś z tych momentów, to znaczy, że „kobiecość” kojarzy Ci się z biologią. Z biologicznym dojrzewaniem do pełnienia roli płciowej.

Pewnie są to „bezdyskusyjne” momenty kobiecości. Z biologią się przecież kłócić nie będziemy. Jest jaka jest i bezwzględnie jej podlegamy. Jednak chodzi mi o moment „świadomościowy” – taki, w którym naprawdę poczułaś się kobietą. Moment, w którym Twoja świadomość przeistoczyła się z dziecka, z dziewczynki w kobietę? Pamiętasz go? Czy w ogóle był?

To pytanie jest dla mnie ważne, bo bardzo wyraźnie pamiętam swój moment „uświadamiania kobiecości”. Miałam około 27 lat i byłam szczęśliwą singielką. Prowadziłam radosne, niezależne życie oparte na spełnianiu moich własnych potrzeb i zachcianek. Tak, miałam okazję spełniać swoje marzenia, pragnienia i życzenia. Był to bardzo szczęśliwy, beztroski czas. „Po godzinach” oddawałam się mojej odwiecznej pasji – tańcowi. Po długich poszukiwaniach „tego właściwego” tańca znalazłam salsę kubańską, w której czułam się tak naturalnie, beztrosko i radośnie, dokładnie tak, jak czuć się w życiu chciałam. Pamiętam, jak pojechałam na swój pierwszy duży, bardzo duży festiwal taneczny, zwany dumnie kongresem (przynajmniej nie musiałam w mojej korpo zbyt długo tłumaczyć, gdzie jadę – słowo „kongres” skutecznie załatwiało sprawę). Tak więc na moim pierwszym wielkim, międzynarodowym kongresie salsowym, po jednej z fascynujących lekcji kobiecego „stylingu” czyli kobiecych ruchów i ozdobników w tańcu, usłyszałam komentarz jednej z uczestniczek: „Mamy takie szczęście, że wreszcie możemy być już kobiece”.

Te słowa zapadły mi mocno w pamięć i duszę. Jak to, możemy być kobiece? A wcześniej nie mogłyśmy? Co to w ogóle znaczy „być kobiecą”.

Czy chodzi o malowanie paznokci, ust i rzęs i machanie słodko powiekami i wydymanie usteczek? No chyba nie… mnie zawsze bardziej bawiło łażenie po drzewach niż malowanie paznokci, bawiło mnie bycie silną i udowadnianie sobie, że mogę i dam radę sama.

I tak sobie z tymi pytaniami byłam, bo odpowiedzi nie są ani proste, ani jednoznaczne.

I pewnie bardzo zmienne jednostkowo. Daleka jestem od klasyfikowania, co jest, a co nie jest kobiece. Wiem, że mojej koleżance z warsztatów chodziło o to, że możemy pokazywać urodę i podkreślać kobiece atrybuty bez ryzyka bycia posądzoną o bycie „słodką idiotką” i utratę możliwości na bycie traktowaną poważnie. Że nie musimy nosić spodni i być bardziej męskie od mężczyzn, aby być ważne, zauważone i dostrzeżone. Że możemy być sobą, takimi jakimi chcemy i nie udawać facetów.

Projekt „Uwolnij Kobiecość” powstał z potrzeby pielęgnowania kobiecości i dzielenia się radością z bycia kobietą.

Chcemy dzielić się tym, co w sobie lubimy i czynić siłę ze słabości; z wrażliwości i emocjonalności. I świadomie, bardzo świadomie troszczyć się o nasze biologiczne wyposażenie, aby służyło nam długo i owocnie.

Teraz, kiedy gender pozwala nam definiować siebie dokładnie tak jak chcemy w oderwaniu od tradycyjnie pojmowanych ról społeczno-kulturowych, granice „męskości-kobiecości” zacierają się jeszcze bardziej.

Dlatego to pytanie jest ciągle żywe: co znaczy dla Ciebie być kobietą? I kiedy po raz pierwszy świadomie poczułaś się „kobieca”.

Chętnie podzielimy się swoimi opowieściami, ale chcemy też usłyszeć Wasze.

Czekamy na nie do 15.09.

3 najciekawsze historie o kobiecości nagrodzimy 50% zniżką na nasz najbliższy warsztat 2.10.

Skomentuj wpis jako pierwszy!